ISSN 2082-6591
   Start » Publikacje » Pokaż publikację

W POKUSACH ŻYCIA

Dziś poruszę temat wzajemnych powiązań między energiami. Jak już kiedyś wspominałam, sposób rozumowania człowieka zależy od stanu i układu kanałów mentalnych, które przenoszą informacje między fizycznym i duchowym bytem człowieka. Owe kanały mentalne wydają się od siebie niezależne, bo każdy ma inne zadania. Jednak wzajemnie się uzupełniają lub okresowo zastępują.

 Ta gra się toczy
o nasze dusze.

Kogo sprzedamy
bez żadnych wzruszeń?

Za jaką cenę
kupimy szczęście,
które w złej chwili
wzmocnieniem będzie?

 

Wyobraź sobie, albo narysuj trójkąt. Na nim od lewej strony zapisz kolejne cyfry od 1 do 9. Zobaczysz, że na lini poziomej dla cyfry 1, ale po przeciwnej stronie trójkąta, znajdzie się cyfra 9. Razem dają sumę 10. To samo będzie z kolejnymi cyframi: 2 i 8, 3 i 7, 4 i 6. Cyfra 5 stanie na wierzchołku naszego trójkąta. Wydaje się, że nie ma dla niej pary, ale jeśli potraktujemy trójkąt jak drzewo i u jego podstawy dorysujemy coś w rodzaju pnia, to tam już możemy wpisać cyfrę 0. To ono koresponduje bezpośrednio i pionowo z cyfrą 5, znajdującą się na czubku trójkąta.

Mając taki obrazek łatwiej będzie zrozumieć, o co naprawdę chodzi we wzajemnym oddziaływaniu na siebie różnych typów energii. Rzecz jasna są one oznaczane cyframi i jest to skrócony zapis każdego głównego rodzaju energii, a nie jakaś tam magiczna symbolika. Cyfry odgrywają rolę porządkową i to nie tylko w życiu codziennym, ale też porządku i zrozumieniu bytu duchowego.

Patrząc na rozmieszczenie cyfr na naszym Drzewie Życia, bo tak je teraz możemy nazwać, zrozumiemy, jakie wydarzenia w naszym życiu zależą od siebie i warunkują powodzenie oraz szczęście? Zrozumiemy też, dlaczego szukając dla siebie ratunku uciekamy myślami i działaniem do pewnych spraw, które odciągają naszą uwagę od tych bolesnych? Nie trzeba być jasnowidzem, aby wiedzieć, jak postąpi dana osoba w razie kłopotów i cierpienia oraz dlaczego do niego doszło?

Jedynka, odpowiadająca za samoocenę sił człowieka, w tym jego wolę, ma po drugiej stronie Drzewa ma cyfrę Dziewięć, która wiąże się ze światem, przestrzenią, ograniczeniami, a nawet powszchną opinią...

Dlatego właśnie człowiek szuka potwierdzenia swoich sił w grupie społecznej, a możliwości dalszego rozwoju na świecie. Kiedy już czuje się silny, to wyrusza samodzielnie w drogę i nie boi się obcego środowiska. Podświadomie czuje, że wtedy wreszcie potwierdzą się jego siły. Osoby mniej pewne siebie, uzależniają własną samoocenę od cudzych opinii. Natomiast nadmiernie pewne siebie, kompletnie się nie liczą z cudzymi opiniami. Często też same nadają kierunek myślenia i działania grupy, w jakiej się znajdą. Mają cechy przywódcze. Mniej pewni siebie stanowią grupę i kurczowo się jej trzymają, czując wtedy bezpieczniej.

Tę regułę obserwujemy bardzo często w postawach ludzi. Jeśli szef firmy ciągle konsultuje własne decyzje, to z góry możemy zakładać, że nie jest pewny samego siebie. Przy każdej, nawet najprostszej decyzji, taka osoba woli asekurować się decyzją zbiorową, aby w razie czego nie musiała bronić własnego stanowiska, którego i tak nie miała i nie ma. Za tarczę służy wytłumaczenie kolegialnością decyzji, jakieś ekspertyzy, sondaże, narady, uwarunkowania, zależności.

Małą społecznością jest rodzina, oznaczana cyfrą 6. Warto zwrócić uwagę na to, że jest to kształt identyczny jak cyfry 9, tylko jedna jest odwrócona do góry nogami. Role tych wibracji są podobne, ale różnią się zasięgiem działania. Jednakowo mogą powodować presję, albo stanowić wsparcie dla rozwoju człowieka. Ponadto, wielu ludzi myli przyjaźń(6) z towarzyskością(9), nie rozumiejąc różnicy w rodzaju i zakresach tych więzi. A jeszcze między tym balansuje koleżeństwo, w którym wzajemne wspieranie jest uzależnione od tendencji między energiami 6/9.

Konkretnej osobie bardzo trudno zachować niezależność własnych decyzji, jeśli nadmiernie liczy się z tym, co inni ludzie na to powiedzą? Dopasowuje się do grupy w każdej dziedzinie życia, nawet wyborze koloru i fasonu ubrań! Dopasowuje też niestety poglądy, naginając do tego własne. Żyje pod presją, a swoje prawa tłumi, wyrzeka się ich, albo realizuje ukradkiem. Ciągle bojąc się opinii, człowiek traci osobistą wolność. W pewnym sensie jego własne życie przestaje istnieć, podobnie jak wolna wola. Zablokowany jest zatem cały rozwój osobisty. Dla osoby niepewnej siebie, to nawet czasem wygodne, bo usprawiedliwiające. Uważa, że żyje godnie. A jest wręcz odrotnie! Krzywdzi samą siebie, a w konsekwencji też innych, z jakimi wchodzi w relacje.

Z tym rodzajem zablokowania nie można się pozytywnie rozwijać, bo rozwój osobisty prowadzący do szczęścia (wibracja 5) wymaga przejścia kolejnych stopni od poziomu 1, przez 2, 3 itd. Usiłując żyć pod dyktando wibracji 9 (społecznej) dokonuje się odwrócenia kierunku energii i następuje cofanie w rozwoju. Równie dobrze można zaczynać szkolną edukacje od uniwersytetu, a skończyć w podstawówce!

Dlatego, kierując się opinią, wielu ludzi w swoim następnym kroku brnie w kierunku wibracji 8 (materialnej), zamiast do poziomu wibracji 2, czyli miłości. Mają wtedy przekonanie, że zależy ona od stanu ich konta, bo takie rzekomo jest życie i takie jego prawidła. A to nie jest prawda! Tak myślą ludzie niezdolni szanować samych siebie i przez to też innych. Swoimi teoriami mogą innych ciągnąć na dno i do upadku.

Zachowanie niezależności myślenia o sobie i swoich prawach w grupie, nie jest łatwe, ale możliwe. Każdy bowiem człowiek powinien sobie zadać proste pytanie, czy to on łamie prawa grupy, czy grupa jego prawa do samodzielnej decyzji o swoim życiu? To samo pytanie dotyczy rodziny.

Uważam, że usamodzielnienie się człowieka, uwikłanego w narzucane normy społeczne, towarzyskie, środowiskowe, rodzinne i inne układy – (niekoniecznie dobre i zgodne z naturą bytu)- wymaga okresowego zachowania w tajemnicy zmiany poglądów oraz niektorych działań na własną rzecz. Trzeba tak postąpić, aż słabnący człowiek poczuje w sobie i do siebie szacunek oraz odbuduje siłę. Póki jest złamany, traci pewność własnych praw, a sprzeciw wobec grupy będzie tylko porażką. Zresztą, słabemu i niepewnemu siebie człowiekowi łatwiej wybić z głowy samodzielność i myślenie o prawach. Będzie się bał, że zostanie wyizolowany. Wielu ludzi ma taki lęk. Tkwią przez to w pułapkach złych związków, obawiając się samotności. W gruncie rzeczy boją się samodzielności.

Wyrwanie się z pod presji grupy wymaga w pierwszej kolejności uświadomienia własnego od niej uzależnienia i działania pod presją, jaką narzuca, nie zważając na jednostkę. Nie jest bowiem prawdą, że grupa daje oparcie jej członkom, bo to nie zawsze jest prawda. Każda grupa, jest słaba, a jedynie pociesza się pozorami zmasowanej siły. Nie potrafi więc udzielić pomocy komuś, kto zostanie skrzywdzony. Taka osoba zostaje na lodzie! Grupa, jak przerażone stado, ucieka daleko i mało kogo obchodzi, że ktoś po drodze upada, doświadcza cierpienia. Mało kiedy można wtedy liczyć na pomoc. Takie osoby, gotowe ryzykować i nie biec za stadem, należą do rzadkości. Nawet rodzina! To przecież też grupa.

Osoby, które przeżyły klęski, porażki życiowe, stanowiska, pracę, zasoby finansowe, zdrowie...wiedzą doskonale o czym tutaj piszę. Doświadczyły bowiem nagłego osamotnienia, licząc jednak na to, że zasłużyły się określonej grupie ludzi i otrzymają w zamian pomoc. Tak jednak nie jest i nie będzie, jeśli w takiej grupie nie znajdzie się choćby jeden odważny, samodzielnie myślący i rozwinięty duchowo człowiek. Biorąc pod uwagę, że każdy może się niestety spotkać z trudną lub tragiczną dla siebie sytuacją życiową, to powinniśmy sobie zdawać sprawę, że w takiej chwili można zostać samotnym i zdanym na swoje siły. Jeśli zatem, człowiek chce się podnieść, to musi sam w sobie odbudować szacunek i świadomość swoich praw.

Drugim krokiem jest umocnienie szacunku dla siebie i świadomości praw w drobnych sprawach i czynach włącznie na własną rzecz. Do takiego utrwalania własnej siły i samodzielności dochodzi zwykle ukradkiem, aby grupa takiego zamiaru nie zablokowała.

Od tego etapu zaczyna sie juz bowiem osobisty rozwój. Człowiek staje się gotowy na kolejnych stopni rozwoju: miłości (2), marzeń(3), pracy na rzecz pozytywnej rzeczywistości(4), a dalej szczęścia(5). W ten sposób dochodzi do szczytu, z którego równie umiejętnie i zgodnie z pozytywnym rozwojem trzeba schodzić powoli. Czas i zarazem wiek osobisty (6) nie jest dla takiego człowieka powodem do smutku i obaw. Wręcz odwrotnie! Pozytywna przeszłość (6) sprawia, że dom(6) jest pełen przyjaciół (6). Okazuje się wówczas, że czas może płynąc według rytmu (5) osobistego człowieka. Kiedy trzeba, to zwalnia lub zatrzymuje się, aby w nagrodę nacieszyć się (5) pozytywnymi związkami i zapamiętywać (6) szczęśliwe chwile(5). Z energii rodzinnej (6) pozytywnie rozwijający się człowiek wchodzi na wyższy poziom rozwoju, czyli do wibracji (7), pozwalającej nabierać dystansu do życia, głębią duszy rozumiejąc, co jest winą lub krzywdą, czym jest samo życie i śmierć. Na tym etapie może zyskać zdolność duchowego uzdrawiania siebie, ale też innych. Silny duchowo łatwiej wchodzi w wibrację (8) bogactw i równowagi wyborów. Ceni więc proporcję, umiar i dzięki temu także zachowuje dobrą kondycję. Ostatnim etapem jest wibracja (9), w którym rozwija zdolność perspektywicznego rozpoznawania problemów. Nie tworzy ich, ale redukuje. Potrafi też zobaczyć sprawy innych ludzi i wskazać wyjścia, ale bez wyrzekania się samego siebie.

Negatywny kierunek rozwoju osobistego zaczyna się od nadmiernego uzależnienia własnej samooceny i szacunku od woli i opinii grupy. Wibracja (9) bardzo łatwo wprowadza pustkę, zagubienie, rozproszenie i wreszcie zniszczenia. Doprowadza do tego, że człowiek sam nie wie, czego chce, co naprawdę może lub powinien robić?

Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że ich rozwój przebiega w negatywnym kierunku. Nie szanując samych siebie (1) nie są też zdolni do miłości (2), ale ulegają wymaganiom, roszczeniom, wygodzie, potrzebie posiadania. Jest to efekt negatywnego działania energii z poziomu (8). Dość wcześnie człowiek traci, mniemając, że zyskuje. Gromadzi bogactwa materialne, ale traci miłość i nie rozumie jej sensu. Dlatego tak wiele związków rozpada się, gdy następuje jakikolwiek kryzys finansowy. To pieniądze i wygody są prawdziwą miłością, a nie człowiek z jego uczuciami. Nie są one szanowane. Odrzucona wibracja (2) sprawia, że nie potrafi się wesprzeć drugiego człowieka nawet dobrym słowem(2). Zamiast tego, padają wymówki, narzekania, a wreszcie dochodzi do depresji. To efekt negatywnego działania odrzuconej wibracji (2). Organizm staje się słaby, dlatego usiłując się ratować, gromadzi nadmiar tkanki tłuszczowej, blokuje przemianę materii, nerki oraz oczyszczanie komórkowe. Nic dziwnego, że człowiek tyje, choćby prawie nic nie jadł. Negatywny rozwój oznacza bowiem odcinanie dostępu do umysłu, który ma formę duchową i zdolność uzdrawiania ciała. Nie bez powodu mówimy: "w zdrowym ciele, zdrowy duch".

Praktycznie dalszy rozwój już nie istnieje, bo zostaje zatrzymany, gdy człowiek nie zauważy swojego wejścia w negatywny kierunek swoich myśli. Przez to nie wierzy w sprawiedliwość życiową (7) i na dodatek myśli, że uczciwość nie popłaca. Rozumuje bowiem ciągle poprzez negatywny aspekt wibracji 8. Nie potrafi się wyzbyć żalu i ma ciągłe poczucie krzywdy (7) oraz strat. Boi się także śmierci. Tak działa ograniczenie dostępu do poziomu wibracji (7). Skutkiem tego są choroby nowotworowe, wrzody, czyraki, a nawet pryszcze.Dalej udając rozwój, następuje pozorowanie więzi (6) rodzinnych i przyjacielskich. Nie liczy się ich jakość i poziom, ale ilość (8) oraz częstotliwość kontaktów(9). Na poziomie negatywnej wibracji (6) człowiek boi się upływu czasu, starzenia, zdrad. Za to sam tworzy presję, przymusy i zawikłane układy. Przestaje być wyrozumiały, marnuje czas i stawia wymagania opieki (6) oraz wsparcia(8). Na domiar złego ma wydumane pretensje(7) i żal, że nie dostaje tego, co chce. Oczywiście stwierdza, patrząc na swoje życie wstecz (6), że nigdy (9) nie zaznał prawdziwego szczęścia(5). Boi się nawet, że nigdy go nie zazna. A ponieważ życie uznaje za niesprawiedliwe, to ma przekonanie, że sam sobie powinien dawać jakieś przyjemności (5). Udaje więc szczęśliwego, bawiąc się często cudzym kosztem, krzywdą i zniszczeniem.

Nie zapominajmy przy tym, że każdy sam dokonuje wyboru kierunku rozwoju.

Patrząc na przebieg losów ludzkich, bankructwa finansowe (8) są rodzajem duchowego ratunku. To one uświadamiają, co się dzieje w związku z drugim człowiekiem i jaka jest w nim miłość(2). Na tym etapie problemów ludzie opamiętują się, gdzie właściwie zmierzali? Jest to też dobry moment, aby pozytywnie odwrócić bieg własnego rozwoju. Trzeba wtedy wrócić do poziomu wibracji (1), aby z niej prawidłowo korzystać i szanując siebie, umieć też szanować innych.

Zatrzymuję się jeszcze na istocie wibracji (1) w rozwoju i rozpoczynaniu życia na nowo, ponieważ źle pojęta wolna wolna (1) staje się swawolą(9). W drugiej skrajności, źle pojęta pokora związana z wibracją (1) może być efektem zniewolenia (9) opinią (9) i dopuszczać niestety do tego, że człowiek nie broni się przed atakującym (1) zewsząd(9) złem. Uważa, że robi dobrze, a pozwala złu na panoszenie się po świecie(9) , nie podejmując obrony(1).

Można tu zapytać, jak obrona osobista ma się do przykazania, żeby nadstawić drugi policzek? I tu należy wyjaśnić, że chodzi o powstrzymanie człowieka przed odwetem(1) i mściwością(7). Ludzie dokonują tego czasem z ukrycia (9) lub w odroczonym czasie(6) i podstępnie(7). Jednocześnie udają, że nadstawili ten drugi policzek, aby w opinii innych (9) uchodzić za pokornych i skromnych. Prawda(7) może być inna. Trzeba nadstawić drugi policzek do uderzenia, kiedy się nie umiało zachować godnie i honorowo(1). Po to chociażby, aby podobnie już więcej nie postąpić.

Do wyjaśnienia jest także sprawa, czy człowiek powinien sam siebie kochać, żeby umieć kochać drugiego człowieka. Tu też powstało wiele nieporozumień. Jest błędem wchodzenie w obszar energii miłości solo. Jest to przecież wibracja (2), wymagająca partnerstwa. Czyż nie wystarczy samego siebie akceptować? Miłość do samego siebie jest przesadą, grożącą egocetryzmem i niezdolnością do dawania miłości. Bardzo łatwo wpaść w fałszywe na własny temat mniemania i wymagania wobec innych. Takich, którzy kochają sami siebie jest jednak coraz więcej i przez są w gruncie rzeczy samotni. Nikt ich tak naprawdę nie zadowala. Wydają się sami sobie najbardziej godni miłości, a w rzeczywistości są zapatrzeni w siebie. Rozwój tych osób jest zatem fałszywy.

Na każdym poziomie rozwoju istnieje pokusa przeskakiwania etapów linii poziomej, czyli do negatywnego kierunku. Trzeba zatem uważnie samego siebie obserwować, aby tej pokusie nie ulec. Na tym polega człowieczeństwo i ludzka godność życia.

W zagrożeniu

Trzymanie się wyłącznie pozytywnej drogi rozwoju byłoby ideałem. Jest on jednak trudny do osiągnięcia i dlatego większość ludzi stara się zachować równowagę między energiami. Dzięki temu, nie rezygnując z siebie i swojej linii myślenia, tworzą sobie system obrony wobec ludzi idących w negatywnym kierunku. Do takich bowiem nie przemawia dobro, które uważają za słabość. Przez to koniecznym się staje użycie wobec nich tej samej broni, ale bez zamiaru krzywdzenia lecz w ramach opamiętania. Pozytywny rozwój nie jest męką, a jeśli ktokolwiek sprawia, że jego dobro jest wykorzystywane, to trzeba go powstrzymać. Najgorsze, do czego człowiek mógłby dojść, to wniosek, że dobro się nie opłaca. To zło nie powinno się opłacać!

Szacunek dla siebie i pozytywnego rozwoju wymaga więc czasem, aby nie pozwolić złym ludziom na niszczenie tego, co dobre, piękne, wzmacniające.

I tak, jeśli ktoś nie odwzajemnia miłości(2), a wykorzystuje (8), to pozytywnie rozwijająca się osoba może użyć tej samej wibracji (8) i zdać sobie sprawę, że marnuje (8) siły i starania, a wobec tego odebrać swoje serce (8) i ofiarować komuś gotowemu do wzajemności. Jeśli bowiem tego nie zrobi, to miłość stanie się psychicznym i uczuciowym cierpieniem (2), zamiast wzmocnieniem. Człowiek wykorzystywany uczuciowo nie dosyć, że cierpi, to jeszcze grozi mu wciągnięcie w negatywny kierunek. Efektem tego jest wniosek, że miłość się nie opłaca, co doprowadza do uczuciowego zablokowania. Może też nastąpić oczekiwanie i wymaganie, aby miłość się opłaciła. Niektórzy cierpiąc z braku wzajemności, w nieskończoność czekają na to, że kiedyś im się zwróci z nawiązką zainwestowane dobro i serce. Nie dostrzegają jednak, że zamiast dawać bezinteresownie, to inwestują i w ten sposób dają się wciągać w negatywny kierunek myślenia. Takim właśnie jest samo założenie, że miłość musi się opłacać. Przestaje być ona wówczas darem, a więc staje ukrywanym interesem. W ten sposób pozytywny rozwój zostaje zablokowany, a dalsze losy osoby, która daje się przeciągnąć na negatywną stronę, biegną już według najgorszego scenariusza, czyli przez poczucie krzywdy i niesprawiedliwości (7) i dalej... A wcale nie musi tak być ! Przecież wystarczy uświadomić sobie, że jeśli ktoś nie chce ofiarowanej miłości, to jego prawo i wybór. Jest wielu innych ludzi, którzy uszanują i docenią bezinteresowne uczucie, chętnie je odwzajemniając.

Niestety, nieodwzajemniona miłość może zablokować pozytywnie rozwijającego się człowieka. Wtedy zło triumfuje. Przez to ludzie uważają, że miłość jest cierpieniem, chociaż to bzdura. Jeśli tak się dzieje, to została dana niewłaściwej osobie, gotowej nie tylko wykorzystywać to uczucie, ale też krzywdzić i ranić, wpychając coraz głębiej w negatywny kierunek myśli.

Człowiekowi, który liczy na to, że będzie mieć (8) wybraną osobę i jej wdzięczność za miłość, zawsze jest trudno "odkochać się", a raczej wyzbyć pragnienia posiadania. Jest uzależniony nie od miłości (2), ale swojego własnego myślenia o tym, co się należy(8), a na co zasługuje swoją inwestycją i staraniami. Takie uwikłanie i zagubienie powoduje wciągnięcie się w negatywny kierunek myślenia. To on doprowadza do cierpienia. Słusznie więc ludzie uważają, że z nieszczęśliwej miłości może uleczyć następna miłość. Tak jest, ale pod warunkiem, że będzie ona dana godnej tego osobie, czyli zdolnej do wzajemności. Złego wyboru i powtórzenia cierpień, można się spodziewać, gdy człowiek sam w sobie nie dokona pozytywnej zmiany i nie przestanie myśleć, że inwestowanie serca ma się opłacać.



red.

Komentarze:

15/04/2011 22:24, maria

Pieć lat temu nie wiedziałabym za bardzo o czym Pani pisze.Choć nie jestem zagorzałą numerolozką,znokautowała mnie Pan tym opracowaniemi.In plus.Bardzo mądre nie tylko numerologicznie

15/04/2011 06:55, enzo

Może jakiś schemat, bo z opisu to nic nie wynika jak rozmieścic te cyfry,


Podziel się swoją opinią

Dzisiaj jest niedziela, 05.02.2012

zarejestrowanych użytkowników 937
on-line: 11 (w tym zalogowanych: 1)

LOGOWANIE DO KLUBU

login hasło

Nie masz konta? Zarejestruj się!, zapomniałeś hasła?

REKLAMA

Małgorzata Stawarz:

"Jutro zaczyna się teraz" (wiersze)

losuj ponownie

Małgorzata Stawarz:

"W cenie odkrycia" - aforyzmy

losuj ponownie

SKLEPIK

Jutro zaczyna się teraz Jutro zaczyna się teraz Jutro zaczyna się teraz Jutro zaczyna się teraz
strona wygenerowana w 0.5952 sek